#WolnoMi wszystko, bo jestem u siebie! Dekoracyjne pułapki na własne życzenie:)

Nie czuję, że rymuję chciałoby się rzec czytając tytuł dzisiejszego posta:) Dostałam bardzo ciekawe zadanie, aby napisać artykuł o tym, co mi wolno w moim wnętrzu. Sprawa wydaje się banalnie prosta, bo przecież #wolnomi…WSZYSTKO! To mój dom, moje miejsce, mogę zaszaleć pod każdym, dekoracyjnym względem. Tak, rzeczywiście mogę, ale czy w dłuższej perspektywie takie myślenie mi się opłaca? Czy istnieje granica, również i w tym przypadku? Z wolnością nie powinno się dyskutować, jednak piszę tutaj o wnętrzach, przedmiotach, więc mogę się czepiać szczegółów i spojrzeć na tą ludową mądrość nieco inaczej;)
#wolnomiJakiś czas temu, pewna Zosia (imię zostało zmienione ze wzgledu na groźby główej zainteresowanej), po wielu latach tułaczki po wszelkiego rodzaju stancjach, otrzymała klucze do własnego M. Dość istotną tutaj kwestią jest to, że Zosia jest szczęśliwą żoną swojego męża. Wymarzone M było zatem wspólnym nabytkiem młodego małżeństwa. Zosia przekonała się czym jest wolność „wyglądu” i w końcu mogła zrealizować wszystkie swoje dekoracyjne fantazje, które cierpliwie czekały w kolejce. Mąż, nie chcąc burzyć szczęścia żony i własnego spokoju dyplomatycznie usunął się na bok. Zosia kochała fiolet….jesienią. Zosia kochała również zieleń…wiosną. Latem Zosia wolała żółcie i błękity. Los chciał, że klucze zostały odebrane jesienią…Jeśli Zosia kocha fiolet to Zosia pomaluje nim ściany w sypialni…bo to przecież oczywiste:) Gdzie ma być widać kolor jak nie na ścianach:) Mąż powiedział, że się nie zna, ale dziwnym zbiegiem okoliczności coraz więcej czasu spędzał na kanapie w neutralnym salonie. Fiolet zajrzał do łazienki, znalazł się też w przedpokoju. Przyszła wyczekiwana wiosna…Zosia znienawidziła swoje mieszkanie…;)

#wolnomi

Bo w pułapkę nieograniczonej wolności na swoim też można wpaść. Mogę mieć wszystko, więc chcę mieć wszystko. Jak zatem urządzić wymarzone M i nie ograniczać swojej wolności na przyszłość? Poniżej najczęstsze pułapki wynikacjące z tej folozofii…

#WolnoMi :

1. Zaszaleć z kolorem…na ścianie.

Tak, jeśli należysz do tej garstki wybrańców, którym gusta nie zmieniaja się wraz z wiekiem, bądź z najnowszymi trendami. W przeciwnym razie masz gwarancję, że tak uwielbiany przez Ciebie kolor stanie się Twoim koszmarem. Zamiast tego zadbaj o neutralne tło i postaw na dodatki. Ich zmiana nie wstrząsie Twoim budżetem tak, jak generalny remont.

2. Urządzić każde pomieszczenie jak chce, w innym stylu.

Jeśli lubisz efekt kolażu to istnieje duża szanasa, że odnajdziesz się w takim wnętrzu. Dekoracyjny miszmasz jest nie lada pułapką. Bardzo łatwo go stworzyć, ale jak trudno z niego wyjść wiedzą tylko Ci, którzy przez to przeszli.

3. Mieć wnętrze jak z katalogu.

Bo na rozkładówce tak pięknie się prezentuje. Szkoda tylko, że nie zawsze bierzemy pod uwagę fakt, że nasze cztery kąty nie są stworzone akurat pod ten obrazek. W efekcie, powstaje nam karykatura wymarzonego efektu. Zanim zrealizujesz swoje wizje sprawdź czy pracujesz tymi samymi narzędziami.

4. Urządzać je samej, bo znam się na tym lepiej niż pozostali domownicy. 

To jest kwestia, która mnie osobiście denerwuje najbardziej. Skoro urządzamy przestrzeń, która jest wspólna powinniśmy ją też wspólnie tworzyć. Jeśli słyszysz komunikaty „nie znam się na tym”, „Ty zrobisz to lepiej”, wiedz, że powoli wchodzisz na dekoracyją minę. Po pierwsze, cały ciężar organizacyjno-logistyczny spada na Ciebie. Po drugie mimo, że będziesz zasuwała jak mały samochodzik nie możesz być pewna czy Twoje wysiłki zostaną docenione. Wspólną przestrzeń tworzymy wspólnie, bo każdy ma się w niej dobrze czuć. Jeśli nie masz informacji zwrotnej, zastosuj metodę zdartej płyty. Jeśli zaś od razu sama bierzesz się za wszystko, zachęcam Cię do przeczytania artykułu: „Czy w kwestii urządzania wnętrz jesteśmy egoistkami – męski punkt widzenia”.

5. Nie mieć planu.

A wolno! Pewnie, że tak, ale już na starcie Ci współczuję. Jeśli zaczynając prace, nie masz spójnej koncepcji na wszystkie pomieszczenia, to wybacz, ale nie wróżę Twojej misji sukcesu. Dlatego tak ważne jest dokładne przemyślenie i zaplanowanie poszczególnych działań. Nie daj sobie wmówic, że wszystkie dodatki, meble, urządzenia będziesz wybierała na bieżąco. Chciałabym widzieć Twoja minę w sklepie, wśród setek rozwiązań i produktów z nieznośną towarzyszką, jaką jest presja czasu. Jeśli wybierzesz się z nią na zakupy, musisz być oazą spokoju, żeby wrócić stamtąd z tarczą.

#wolnomi

Wolno Ci naprawdę wszystko, ale planuj tak, żeby w przyszłości to również miało swoje zastosowanie. Bardzo łatwo nam wykorzystać nasze limity dekoracyjnej wolności, a potem z zaciśniętymi zębami odsiadywać wyrok, który sami na siebie wydaliśmy. Zacznij od tła, im bardziej będzie neutralne tym więcej wolności zyskasz na dalsze lata. Łatwiej jest nam pozbyć się kilku dodatków niż znienawidzonych płytek czy nietrafionej tapety na ścianach. Urządzaj się rozważnie, im więcej czasu poświęcisz na stworzenie odpowiedniego planu działania tym więcej wolności zyskasz w miarę postępu prac. Nie zamykaj sobie drogi do zmian, dekoruj tak, aby zawsze było Ci wolno.

Miłego dnia:)

xoxo

 

 

 

Share This Story

Lifestyle

You May Also Like

5 Comments

  1. 1

    Trafne spostrzeżenia. Muszę zapisać sobie wszystkie wskazówki – te Twoje, ale również te przeczytane gdzie indziej oraz takie, które wymyśliłam sama i powiesić gdzieś, żeby pamiętać o tym przy urządzaniu naszego domu 😉

  2. 3
  3. 4

    Prawdziwe! Szczególnie sprawa kolorów.
    Przeglądając swoje piny z pinteresta widzę, jak mi się gust zmienia – i to tylko na przestrzeni roku! Co ja pocznę, jak już kupię to mieszkanie 😛

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

18 − six =