Amerykański VOUGE – wielkie rozczarowanie…

W tym roku, eksperymentuję z tekstami. Zbyt wiele rzeczy mnie interesuje, abym mogła zamknąć się wyłącznie w tematyce dekoracji wnętrz. Najlepszym sprawdzianem moich prób będą Wasze komentarze, za które z góry dziękuję:) Tym razem amerykański vouge będzie na tzw świeczniku:

A teraz powrót do tematu. Z góry zaznaczam, że ten post dotyczy wyłącznie amerykańskiej edycji magazynu, pozostałe 22 nadal są dla mnie zagadką:)

Oglądając serial Sex and the city wielokrotnie marzyłam o tym, żeby tak jak Carrie przechadzać się ulicami Nowego Yorku trzymając w ręku najnowsze wydanie amerykańskiej edycji VOUGE. Mówią o nim „Biblia Mody”, o jego zawartości krążą legendy. Czytamy, że niejedna modowa maniaczka wydałaby na niego swoje ostatnie pieniądze. Wyobrażałam sobie wówczas moje idealne popołudnie: ulubiona kawa, kocyk i VOUGE! Jakie było moje rozczarowanie kiedy otworzyłam mój wymarzony egzemplarz a tam….

amerykański vougePotrzymam Was jeszcze w niepewności:)

Zanim zaczęłam pisać ten artykuł obejrzałam kilka wywiadów z obecną redaktor naczelną Anną Wintour, kilka filmów odnośnie pracy nad samym magazynem… Szukałam i szukałam odpowiedzi na pytanie: co takiego się stało, że amerykański VOUGE wygląda tak, jak go zastałam…

amerykański vouge

W końcu spełniło się moje marzenie (naprawdę!!!:D). Na stacji Grand Central w Nowym Yorku  zakupiłam świeżutkie, noworoczne wydanie. Szczęśliwa, a nawet przeszczęśliwa, nie mogłam się doczekać powrotu do domu i zgłębienia się w jego fascynującej treści, którą obiecywała okładka. Była kawka, był kocyk…wszystko dokładnie tak jak sobie planowałam, nie przewidziałam tylko jednego…, że nie zastanę tam TREŚCI :D!!!

amerykański vouge

Tak!!!.. w tym momencie pewnie dla stałych, wiernych czytelniczek VOUGE’a stanowczo przesadzam, ale kiedy w 122 stronicowym magazynie znalazłam 4 dłuższe artykuły, dosłownie porozrzucane po stronach to chyba mam prawo być „lekko” zawiedziona.

Przykład:

Kontynuację artykułu ze strony 37 czy 98 znajduję na stronie 114…, takich przykładów jest więcej, sami zobaczcie:

amerykański vougePierwszy tekst od redaktora znajdziemy dopiero na stronie 28 – po przewertowaniu pierwszego rzutu reklam…  (i nie są to wyłącznie piękne zdjęcia modelek prezentujących ekskluzywne ubrania i perfumy)… znajdziemy tutaj firmę ubezpieczeniową, a nawet reklamę kolorowych soczewek! Czy tylko mnie tak to dziwi?

Najdłuższym artkułem jest ten opowiadający o postaci z okładki. Sama sesja jest piękna, ale w połączeniu z tekstem pozostaje nieodparte wrażenie chaosu.

Podkreślam, było to wydanie styczniowe, być może w słynnym, wrześniowym wydaniu sytuacja jest nieco inna (chociaż czytałam, że jego pierwsze 125 str. zajmują właśnie reklamy!!!). Sprawdzę to z ciekawości, o ile będę miała taką możliwość:)

amerykański vouge

I tym sposobem czar prysł, wieczór z VOUGE zamienił się w godzinne oglądanie obrazków z przerwą na poszukiwanie brakującej części artykułu. Po raz kolejny powtarzam sobie, że nie ma nic gorszego, niż zbyt duże oczekiwania, za którymi zwykle przychodzi wielkie rozczarowanie. Anna Wintour praktycznie w każdym z wywiadów uświadamia nas, że powinniśmy patrzeć w przyszłość. A ja się pytam : Pani Anno czy naprawdę dobrze się dzieje?

Jedno jest pewne VOUGE, to instytucja, która wspiera talenty młodych projektantów, a znajomość z redaktor naczelną była i nadal jest kluczem do pięknej kariery wielu osób, którym samym ciężko byłoby się przebić do tak specyficznego świata.

Moje kolejne marzenie to kawa i croissant w towarzystwie francuskiej edycji magazynu…być może odczaruję to wrażenie, które pozostało po wydaniu amerykańskim.

Najbardziej w tym wszystkim denerwują mnie głosy hejterów, którzy krzyczą, że nie podołalibyśmy zadaniu prowadzenia polskiej edycji VOUGE’a. Podołalibyśmy!… jeśli tylko dostalibyśmy taką szansę… Kto jest za???

Miłego wieczoru

Share This Story

Lifestyle

You May Also Like

6 Comments

  1. 1

    Dwa lata temu zażyczyłam sobie pod choinkę prenumeratę amerykańskiego Vogue’a. Comiesięczne rozczarowanie było ogromne! Niestety – od kilku (nastu?) lat Vogue to już tylko katalog reklamowy i dotyczy to każdej edycji, którą miałam okazję przeglądać (bo nie czytać;)).

  2. 3

    To jest najgorsze uczucie na świecie – no, polecą Ci coś, opowiadają o tym wspaniałe historie, recenzują najlepsi, a potem dostajesz to w swoje ręce i … na usta ciśnie ci się nieparlamentarne słowo. Serio? Na to wydałam swoje pieniądze? Ech, jak to potrafi nas życie rozczarować 😀
    Fajnie, że się rozwijasz i pojawiają się teksty o tematyce ‚nie wnętrzarskiej’, dobrze coś takiego czasem poczytać.

    • 4

      Dlatego trzeba próbować, eksperymentować, sprawdzać:) Ilość reklam w czasopiśmie zwykle świadczy o mega materialistycznym podejściu decydentów…ale cóż, business is business;) Przed tym nawet VOUGE się nie wybronił. Cytując komentarz, który otrzymałam na instagramie :” Jakie czasy – taki VOUGE”. Dziękuję za wizytę i zapraszam ponownie;) Pozdrawiam!

  3. 5

    Haha, jakbym widziała siebie!!! Dokładnie taka sama była moja reakcja! I muszę Cię zmartwić – edycja irlandzka nie różni się zbytnio od amerykańskiej, więc podejrzewam, że francuska nie wniesie nic nowego.. Oprócz nowych reklam 🙂

    Pozdrawiam,
    Gosha B.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

twelve − eight =